Maska wybawcy: Jak narcyz ostrzegał mnie przed samym sobą
Dni mijały nam cudownie. Po tym pierwszym incydencie z jego wycofaniem się, wszystko wróciło do normy – a przynajmniej tak mi się wydawało. To był czas, kiedy czułam, że budujemy coś wyjątkowego.
I właśnie wtedy zaczął mnie... edukować.
To on pierwszy raz wypowiedział przy mnie słowo: Narcyz.
Scenariusz „Wspólnej Krzywdy”
Pewnego dnia zaczął pokazywać mi filmiki na YouTube o narcyzmie. Opowiadał o swoich poprzednich partnerkach z taką pasją i żalem, że natychmiast mu współczułam. Słuchałam o tym, jak bardzo został skrzywdzony, jak te kobiety go niszczyły.
Kiedy ja, ufając mu bezgranicznie, opowiedziałam o moich poprzednich małżeństwach i trudnych doświadczeniach, on natychmiast postawił diagnozę:
„Irka, twój mąż to był książkowy narcyz. Widzisz te cechy na filmiku? Dokładnie to ci robił. My oboje jesteśmy ofiarami narcyzów. Tylko my potrafimy się nawzajem zrozumieć”.
Dlaczego mu ufałam?
Dzięki temu, później:
* rozmawiał ze mną protekcjonalnie,
* kłamał
Prawda w Lustrze
Dopiero dzisiaj rozumiem tę makabryczną ironię. On nie edukował mnie, żeby mi pomóc. On edukował mnie, żeby ukraść mi czujność.
To była projekcja w najczystszej postaci. Przypisał swoje najgorsze cechy całemu światu, by samemu stać się w moich oczach jedynym „sprawiedliwym”.
Ciąg dalszy: Pomarańczowe światła ostrzegawcze
W tamtym czasie termin „narcyz” był dla mnie tylko ciekawostką, o której on opowiadał. Nie zagłębiałam się w to. Po co miałam to robić? Przecież między nami układało się dobrze. Cieszyłam się chwilą, nie chciałam patrzeć wstecz ani analizować każdego jego słowa pod lupą.
Czerwone flagi oczywiście były, ale wtedy widziałam je raczej jako małe, migające pomarańczowe światełka. Pojawiały się i znikały.
- Tu jakieś małe kłamstewko, które wydawało się niewinne.
- Tam niedopowiedzenie, które zrzucałam na karb roztargnienia.
- Nagła zmiana nastroju, którą tłumaczyłam jego „trudną przeszłością”, o której tyle mi opowiadał.
- Te 3-4 dni ciszy bez wyraźnego powodu...
Nie jestem osobą, która czepia się każdego błędu. Nie wymagam wyjątkowego traktowania ani noszenia na rękach 24 godziny na dobę.
Moja wyrozumiałość i chęć budowania spokoju stały się jednak moją słabością, bo Mariusz idealnie to wykorzystał.
Uśpił moją czujność swoją „szczerością” i tym, że rzekomo sam walczył z demonami przeszłości.
Mechanizm: Instalacja drapieżnika
Dzisiaj, gdy patrzę w Lustro Narcyza, widzę to jasno: on edukował mnie o narcyzmie, żeby odwrócić uwagę od własnych działań. Kiedy milczał przez kilka dni, nie myślałam: „To narcyz stosuje karanie ciszą”. Myślałam: „Biedny, pewnie znów przypomniało mu się to, co robiły mu byłe partnerki-narcyzki, o których mówił”.
Zostałam wciągnięta w jego narrację. Stałam się obrońcą człowieka, który właśnie zaczął mnie niszczyć.
Rozum wiedział, serce milczało
Moja uśpiona czujność nie trwała do samego końca. Prawdę o tym, że coś jest bardzo nie tak, odkryłam znacznie wcześniej – już rok przed ostatecznym odejściem. To wtedy „pomarańczowe światła” zaczęły palić się ciągłym, ostrzegawczym blaskiem.
Zaczęłam widzieć schemat. Zaczęłam rozumieć, że te nagłe zniknięcia i powroty to nie przypadek, ale metoda. Problem polegał na tym, że choć moja głowa już wiedziała, moje ciało i emocje były już głęboko uzależnione.
Znalazłam się w najgorszym możliwym miejscu: widziałam dłonie, które mnie zaciskają, ale nie potrafiłam się z nich wyrwać.
Byłam już w fazie uzależnienia emocjonalnego. Każda próba buntu kończyła się paniką przed utratą. On tak skutecznie zmonopolizował mój świat, że wizja samotności wydawała mi się gorsza niż ból, który mi zadawał. Rok spędziłam na „racjonalizowaniu” tego, co widziałam. Mówiłam sobie: „skoro o tym wiem, to mam nad tym kontrolę”. To kłamstwo, które serwuje nam uzależnienie. Nie masz kontroli nad pożarem, tylko dlatego, że wiesz, jak parzy ogień.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz