Bajka z terminem ważności

 Początek z nim był jak najpiękniejszy sen. Spacery, wspólne mecze koszykówki, wycieczki rowerowe. Czułam się tak, jakby ktoś w końcu nadążał za moim tempem życia. Kwiaty raz w tygodniu, ciągłe telefony, wiadomości... On wręcz nalegał, bym zostawała u niego po kilka dni z rzędu. Dzisiaj widzę, że to nie była tylko romantyczność – to było szybkie zawłaszczanie mojej przestrzeni i czasu.

I wtedy, gdy czułam się już bezpiecznie, dostałam tego dziwnego SMS-a. Przeczytałam go kilka razy, nie wierząc własnym oczom:
"Chyba za dużo na siebie wziąłem. To mnie przerasta. Nie chcę Cię zawieść."

To było jak lodowaty prysznic. Poczułam nagły lęk, ale moja intuicja jeszcze wtedy działała sprawnie. Odpisałam krótko, że jest mi przykro i że rozumiem. I – co najważniejsze – nie zaczęłam go prosić o wyjaśnienia. Nie dzwoniłam. Zamilkłam.

Trzy dni ciszy i wielki powrót

Przez trzy dni trwała głucha cisza. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to jego pierwsza próba karania mnie milczeniem. On czekał, aż pęknę, aż zacznę o niego walczyć. Kiedy zobaczył, że się nie odzywam, że nie daję się tak łatwo „złapać” na ten emocjonalny haczyk – nagle wrócił.
Zadzwonił, prosząc o spotkanie, jakby nigdy nic. Gdy zapytałam wprost, co z jego wątpliwościami, które jeszcze przed chwilą „go przerastały”, usłyszałam lekceważące:
"Każdy ma prawo mieć słabszy dzień. Po co do tego wracać?"


Czego wtedy nie widziałam?

Dziś, patrząc w Lustro Narcyza, widzę to wyraźnie:
  1. To był test: Sprawdzał, jak zareaguję na nagłe odrzucenie.

  2. Szybki powrót (Hoovering): Gdy nie pobiegłam za nim, musiał szybko wrócić do roli idealnego partnera, by dokończyć proces uzależniania mnie od siebie.

  3. Unieważnienie moich uczuć: Zrobił ze mnie kogoś, kto „robi problem”, bo przecież on miał tylko „słabszy dzień”.

Wtedy mu uwierzyłam. Chciałam wierzyć, bo przecież te kwiaty i rowery były takie realne... Ale to właśnie wtedy, w te pierwsze trzy dni ciszy, narcyz zaczął budować we mnie lęk, który trzymał mnie przy nim przez kolejne 3 lata.

 Powrót i „termin ważności”

Wróciłam. Chciałam wierzyć, że ten dziwny SMS o „przytłoczeniu” był tylko chwilową słabością silnego mężczyzny. I przez moment znów było jak dawniej. Intensywny kontakt, wiadomości od rana, wspólne spacery, wyjazdy, długie rozmowy. Czułam, że odzyskuję swoją bajkę.

Jednak podczas jednej z takich rozmów, gdy siedzieliśmy blisko siebie, On rzucił zdanie, które zmroziło mi krew w żyłach:
„Czy wiesz, że każdy związek ma swoją datę terminu ważności?”

Zamarłam. Spojrzałam na niego, próbując zrozumieć, co ma na myśli. Czy mówi o nas? Czy planuje już koniec, skoro dopiero co do siebie wróciliśmy? Zaczęłam dopytywać, chciałam, żeby to wyjaśnił. A on? On tylko zaśmiał się lekko, machnął ręką i stwierdził:
„Daj spokój, to przecież tylko taki żart. Ale ty jesteś poważna!”

Wtedy poczułam dziwny niepokój, ale stłumiłam go. Przecież było tak miło, przecież kupował kwiaty... Dzisiaj wiem, że to była jedna z największych czerwonych flag, jakie mogłam dostać. To nie był żart. To był jego program operacyjny.

Czego wtedy nie rozumiałam?

Dziś, prowadząc Lustro Narcyza, rozumiem to aż nazbyt dobrze. Narcyz to człowiek, który:

  • Szybko się nudzi: Dla niego stabilizacja, spokój i przewidywalność to synonimy nudy. On nie potrafi budować głębi, on potrzebuje nieustannych „fajerwerków”.

  • Potrzebuje stymulacji: Gdy faza zdobywania się kończy, narcyz zaczyna szukać emocji gdzie indziej – albo w konfliktach z Tobą, albo w nowych znajomościach (takich jak ta „koleżanka z Gdyni”).

  • Nie znosi stabilności: Zdrowy związek to dla niego więzienie. Dlatego musi wprowadzać zamęt, znikać, karać ciszą – tylko po to, żeby „coś się działo”.

On wtedy, tym jednym zdaniem, powiedział mi prawdę: dla niego byłam produktem z datą przydatności. Gdy tylko przestałam być nową, fascynującą zdobyczą, a stałam się realną kobietą z własnymi potrzebami – zaczął odliczać czas do mojego „przeterminowania”.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Lustro Narcyza , Blogger